Opis producenta: Nostalgiczny zapach pudru dla niemowląt z delikatnymi nutami słodkich pianek skomponowany przy użyciu najwyższej jakości składników i działających uspokajająco olejków szałwii i drzewa sandałowego.
Moja recenzja: Zapach pudrowo-kwiatowy. Coś jak połączenie Baby Powder i Champaca Blossom albo Lovely Kiku od Yankee Candle. Aromat dziecięcy z delikatną nutą kobiecych kwiatów. Nie ma w nim nic cukrowego ani miodowego, ale kwiaty nadają zapachowi odrobinę słodkości. Na pierwszym planie jednak pozostaje puder. Idealny do palenia jednocześnie z Baby Powder w kominku, co zresztą zrobiłam.
Świeczka rozpala się do ścianek, ale potrzebuje na to ponad 2 godzin, dlatego pomagałam jej przez owinięcie blaszanej puszki folią aluminiową. Po tym zabiegu wosk pięknie się topił. Zapach mniej intensywny niż Yankee Candle, ale wyczuwalny w pokoju. Czy kupie ponownie? Raczej nie, swojego pudrowego ulubieńca juz mam, a kwiaty wole w bardziej chłodnym, łodygowo-trawiastym wydaniu.
Zapach: 3/5
Intensywność: 4/5
Wygląd: 5/5 - kolorowa puszka
PS: Nie chce pisać osobnego posta o Little Hotties od Bomb Cosmetics, więc chciałam tylko dodać, że testowałam ich woski do kominka. Zapachy są średnie i oklepane. Powiedziałabym standardy tanich odświeżaczy powietrza. Jeden miodowy przypadł mi do gustu, ale potrzeba co najmniej 4-6 sztuk, żeby uzyskać podobną objętość, jak przy woskach od Yankee. Ciekawy pomysł na mieszanie różnych zapachów, ale wydaje mi się to pójściem o jeden krok za daleko. Oto poglądowe zdjęcia, jak to wygląda w praktyce:




